Poniżej znajduje się pełne tłumaczenie bez komentarza książki E.Fritz,a
Altdamm , marzec 1902r.
autor E.Fritz
Od 1802r. sprawy miejskie prowadził burmistrz August Reichhelm. Jemu to przypadło, ciężką pracą przeprowadzić miasto przez trudne koleje losu. Nie dane mu było długo cieszyć się wyzwoleniem. Zmarł bowiem 30 stycznia 1817r. mając 52 lata na szok nerwowy. Pasterzem dusz był w owym czasie pastor Kleinforge, który zmarł w 1825r. Drugim kaznodzieją był Kufft. Również ci dwaj ludzie musieli w tych trudnych czasach znosić krzywdy, nie dopuszczali jednak ,by zabrakło ludziom opieki i pomocy z ich strony. Prowadzeniem szkoły zajmował się rektor Krause .Zmarł on w 1808r. a jego następcą został rektor Adamu.
W garnizonie znajdował się od 1796r. 3 batalion muszkieterów regimentu piechoty von Pirch w sile 1.dowódca batalionu mjr. von Donp , czterech szefów kompanii V. Donop, v. Wulkwitz, V.Blaukenburg, Knappe, oraz 12 poruczników, jeden batalionowy i trzech kompanijnych chirurgów, 4 sierżantów , 32 kaprali , 8 werblistów i 480 żołnierzy. Komendantem miasta i twierdzy był płk. Wittke. Pododdziały były zakwaterowane w 96 domach mieszkańców miasta. W 1805r. utrzymanie żołnierzy kosztowało 2406 talarów, miasto płaciło 1461 tal. resztę Provinzial-Serwiskasse. Mieszkańcy zajmowali się rolnictwem , hodowlą i rybołówstwem i żyli w swoim gronie szczęśliwi i zadowoleni.W 1805r. rozpoczęła się wojna francusko-austryjacko rosyjska. Rosjanie 2 grudnia 1805r. zostali pobici pod Austerlitz i wycofali się na Śląsk, gdzie pozostawali przez dłuższy czas. Rosja zaproponowała królowi Prus pomoc swojej armii w oczekiwanej wojnie z Francją. Na początku 1806r. również na Pomorzu zgromadzono wojska rosyjskie. 21 lutego rząd królewski informuje rajców miejskich , że 8 marca i przez następne dwa dni przez miasto przejdą cztery rosyjskie brygady piechoty z 46 działami, oraz jedna brygada kawalerii. Do tego czasu należy naprawić wszystkie uszkodzenia na drogach i mostach , oraz zapewnić ich przejezdność. 8 marca w mieście i okolicy kwaterował rosyjski regiment kirsaierów i 150 kozaków. Następnie 9 marca kwaterowało w mieście 1466 żołnierzy Petersburskiego Regimentu Grenadierów i Strzelców , 10 marca dwa bataliony Parlow,schen Grenadier, 11 marca 2 bataliony Resan,schen Musketier Regiment. Około 15 marca przybył szpital polowy z ośmioma chirurgami i 160 chorymi , przy czym w mieście przebywał oddział 60 żołnierzy i 80 koni. Te oddziały w szczególności chorzy musieli zostać szczególnie dobrze zakwaterowani. Po dwóch dniach transport chorych udał się do Goleniowa. Miasto udostępniło do transportu 36 wozów i 37 koni. Krótko po wymarszu u burmistrza melduje się rosyjski maruder, dając do zrozumienia , że zamierza zaciągnąć się do pruskiej armii. Zostaje wysłany, z listem polecającym do gubernatora w Szczecinie. Tu spotyka się z odmową i zostaje odtransportowany do Goleniowa gdzie przekazano go oddziałom rosyjskim. Wydatki powiatu Randow, związane z przemarszem oddziałów rosyjskich w 1806r. wynosiły; na kwaterunek 8210 tal. , na zaprzęgi 2309 tal. na wyżywienie 6027 tal. razem 16546 tal. z czego miasto wydało 1359 tal. Na zwrot tej sumy miasto musiało czekać do 1815r. a pieniądze wykorzystano na spłatę długów miasta. Właściciel młyna(Blaurocksmuhle) Adamy , 25 lat później zażądał wypłacenia odszkodowania zakwaterowanie w 1806r. kapitana, 4 poruczników i 183 żołnierzy w wysokości 46 tal. Nie otrzymał go ze względu na przedawnienie. Podobnie Binow młynarz z Kronmuhle zażądał zapłaty za nocleg i opiekę nad chorymi rosyjskimi żołnierzami (kapitanem i porucznikiem) oraz za dwudniowy nocleg 48 piechurów 11 tal. Dopiero po 10 latach wypłacono mu tą kwotę z kasy miejskiej. Podczas wojny wyzwoleńczej Rosjanie, niezbyt mili goście , pojawiali się w mieście i okolicy. W tym czasie miasto było ponownie zajmowane na kwatery dla rosyjskiej piechoty i kawalerii.
Rosnące roszczenia i przemoc Napoleona miały rujnujące następstwa dla naszego kraju. Prusy zmuszone francuską zachłannością chwyciły za broń. 9 sierpnia 1806r. król ogłosił mobilizację armii pruskiej. Za sprawą przegranych bitew pod Jeną i Auerstadt 10 października 1806r. armia pruska przestała istnieć. Rozbite oddziały oddawały się w ręce Francuzów. Armia Napoleona parła dalej zdobywając wielkie twierdze bez walki. 27 października Napoleon wkroczył do Berlina i organizuje kierowanie podbitym krajem. Również dla naszego miasta rozpoczyna się okres nieszczęść. 29 października dociera do Szczecina brygada księcia Murata, miasto obsadzone jest przez 5000 wojska , w tym Regiment von Pirsch. Komendant miasta tego samego dnia bez walki oddaje je w ręce Francuzów, żołnierze zostają jeńcami. W tym samym czasie i Altdamm wpada w ręce Francuzów. Dla miasta rozpoczyna się trudny czas , który pozostawił głębokie blizny, a niektórych mieszkańców zmusił do żebractwa.Ponieważ Francuzi traktowali Altdamm jako przedmurze Szczecina położono duży nacisk na silną obsadę garnizonu. Zaraz też rozpoczęto ulepszanie i rozbudowę umocnień obronnych. Wzniesiono nowe bastiony, 6 wartowni ,duży barak, a przed Bramą Goleniowską most zwodzony. Wszystkie dotychczas istniejące umocnienia zmodernizowano. Francuzi nie przejmowali się tym , że te umocnienia zniszczyły zajęte przez nie tereny. Do budowy fortyfikacji musiano udostępniać robotników, również dzieci. I tak np.: 23 chłopców i 44 dziewczęta musiały tam pracować. Kołbacz wystawił do pracy 328 osób w tym 124 dzieci, ze Szcecina przybyły 223 osoby. O zapłacie za tą pracę nie było co myśleć. Każdy włościanin musiał wystawić do pracy określoną liczbę ludzi. Z okolicznych lasów wycięto sosny na budowę palisad. Z lasu miejskiego wycięto 400 drzew. 20 listopada przy tej pracy zginął przygnieciony padającym konarem robotnik Martin Beitz ze wsi pod Pyrzycami. Pewna liczba miejscowych i szczecińskich rzemieślników musiała dostarczyć narzędzi i samodzielnie wykonywać zlecone prace bez wynagrodzenia. Np. młynarz Willig z Hammrmuhle musiał ciąć tarcicę z pni sosnowych, gdzie za tą pracę powinien dostać 503 tal. Gdy Francuzi dokonali łaskawie wpłaty pomiędzy nim a miastem dochodzi do procesu, który miasto przegrywa i musi zapłacić.
18 listopada gubernator szczeciński powiadamia magistrat , że komendantem Damm zostaje gen. Chapuis. Przybywa on 19 listopada i na swoją kwaterę wybiera mieszkanie majora w st. spoczynku von Brederlow przy Muhlenstr. 5(Krzywoń)gdzie mieszka do 14 września 1807r. Ze strony magistratu wydelegowano przedstawicieli deklarujących uległość i radość z faktu mianowania komendantem tak godnego człowieka. Jak ten Francuz zamierzał rządzić naszym miastem, już w krotce mieszkańcy doświadczyli. Już następnego dnia gen. Chapuis zażądał od miasta kontrybucji w wysokości 1000 tal. Wszystkie tłumaczenia, że miasto jest zbyt ubogie, by sprostać takim wymaganiom, nie pomogły. Również skarga u gubernatora nie pomogła. Aby nie spowodować większego szantażu wypłacono owe 1000 tal. z zapasów finansowych miasta. Z tą sumą udało się do generała dwóch deputowanych. Na przyjęte pieniądze generał odmówił podpisania pokwitowania. Zaraz potem generał zażyczył sobie dwa dobre konie z siodłami i uprzężą, oraz stajennego. Przekazujący to oficer zastrzega iż w wypadku nie spełnienia rozkazu burmistrz Reichhelm i podkomorzy Kolderegger zostaną aresztowani i wywiezieni do Szczecina. Próbowano zadowolić generała , jednak w mieście nie było ani odpowiednich koni ani pasujących siodeł. Z tym kłopotem burmistrz zwraca się do radcy Daede w Kołbaczu. Ten znajduje u prywatnego hodowcy konie i osiodłane wysyła do Altdamm. Ponieważ magistrat nie odzyskał później tych koni , musiał zapłacić 507 tal. Jednocześnie komendant stawia wymagania swojemu gospodarzowi. Życzy sobie dobrej kuchni prowadzonej na koszt miasta. Major von Brederlow miał ciężkie przejścia ze swoim gościem, którego żądaniom trudno było sprostać, dlatego wielokrotnie skarżył się w Magistracie. Ponieważ w Altdamm nie było wielu produktów wymaganych na stole komendanta, musiano je sprowadzać po wysokich cenach ze Szczecina. Komendant prawie codziennie wydawał ucztę w gronie swoich rodaków, przy których wydatki miasta ciągle rosły. Pożałowania godny gospodarz pieniądze wydane na spełnianie żądań komendanta po długim czasie i doznanych wielu nieprzyjemnościach odzyskał od miasta. W tamtym czasie płacono np. za 1 funt kawy 1 tlr., czekoladę 1 tlr. , rodzynki 17 gr., masło 14 gr., ryż 6gr., wołowinę , cielęcinę 3 gr., 1 cytrynę 3gr., garniec cebuli 9gr., małego koguta 1tal., wino, piwo (takich w Altdamm nie było), szynka , łosoś , piersi gęsie, oliwki, kasztany, oraz inne smakołyki pożądane przez oficerów, były bardzo drogimi artykułami. Dziczyznę dostarczał nadleśniczy z Friedrichswalde. Dostawy jednak wkrótce ustały za sprawą pruskich partyzantów, którzy zagrozili, że w razie kontynuowania dostaw pracownicy leśni z rejonu Nowogardu i Stepnicy wraz z transportem zostaną uprowadzeni do twierdzy Kołobrzeg. Tak więc dziczyznę odtąd musieli dostarczać miejscowi myśliwi.
W tym czasie Francuzi rozpoczęli rekwizycje na szeroką skalę w mieście i okolicy. Do nałożonych przez namiestnika Pomorza podatków dołożono miastu Damm sumę 3735 tal. , której część trzeba było wpłacić natychmiast. Urzędnicy Magistratu osobiście udali się do Gubernatora w Szczecinie, zwracając uwagę na wojenne obciążenia miasta i brak środków. Petycja nie odniosła jednak żadnych skutków. Dla komendanta Szczecina miasta pomorskie musiały wyłożyć na stół 10000 tlr., w tym z Altdamm 108tlr. musiało wpłynąć w ciągu 4 dni. Suma ta miała być zebrana wśród mieszkańców, a ponieważ nie zostało to wykonane zagrożono miastu egzekucją wojskową. W końcu , z wielkim trudem , udało się pieniądze zebrać i wysłać.
1 stycznia komendant wydaje rozkaz wydania broni, prochu i innych militariów znajdujących się w posiadaniu mieszkańców w terminie 24 godzin. Za wykonanie rozkazu odpowiedzialnym zostaje burmistrz. Po 24 godzinach żołnierze francuscy rozpoczęli przeszukania domów. Jednak zastraszeni mieszkańcy oddali wszystko. Jednocześnie burmistrz zostaje zobowiązany do sporządzenia imiennego spisu oficerów i żołnierzy pruskich, którzy jako jeńcy znajdują się w mieście i okolicy. Wtedy w Szczecinie i Damm zostali pojmani i przebywali w Damm żołnierze 3 batalionu Regimentu von Pirch: por. v.Donop, mjr. v. Wulfwitz, kpt. v. Blankenburg i Knappe, ppor. v. Wulfqitz, Stranz, 2 feldfebli, 10 podoficerów i 34 muszkieterów, w większości żonatych. Oficerowi musieli później na rozkaz komendanta przenieść się do Schwedt. w okolicznych wsiach znajdowało się 42 żołnierzy, w większości żonatych , którzy dostali się niewoli w Szczecinie , bądź w Lubece. W Zdrojach jako jeniec przebywał u swojego brata, właściciela ziemskiego kpt. sztab. von Ratte. Został on pojmany pod Gustrow przez księcia von Berg. Prace przy fortyfikacjach nabrały rozpędu pod kierownictwem badeńskiego kapitana artylerii Mullera. Liczba pracowników wzrosła do 750. Niezbędne do prac , ogromne ilości drewna i piasku dostarczano z okolicznych i nawet odległych miejscowości. Wsiom nie udawało się wywiązywać z nałożonych dostaw. Np. Freidichsdorf i Wilhelmsfelde za niedostarczenie wymaganej liczby wozów poddane zostały wojskowej egzekucji. Podobnie inne wsie z rejonu Kołbacza. Kilku woźniców z Kołbacza zamknięto w wieży. Robotnicy i furmani musieli pracować cały dzień bez możliwości powrotu do domu. Traktowano ich bardzo brutalnie. Jeden z nadzorców badeński żołnierz Bolle bił robotników kijem tak, że często nie mogli się podnieść. Każdy robotnik, który się oddalił bez zgody, lub był nieposłuszny na rozkaz kapitana Bireaux był karany 2 godzinną chłostą! Przy tych pracach umiera 19 stycznia o 8 rano 15 kwietnia Sophie Adam z Sinzlow. Ciało zmarłej odwieźli rodzicom mieszkańcy Damm. Ponieważ także mieszkańcy Dąbia nie mogli sprostać wszystkim wymaganiom , rajcy miejscy udają się do Izby Wojennej w Szczecinie, aby inaczej wykorzystywać furmanki. Dowiadują się jednak że, nie jest to w obecnej chwili możliwe z uwagi na duże potrzeby armii francuskiej.
W złym położeniu znalazł się przewodniczący Rady w Chociwlu. Nie nadążał z wykonywaniem rekwizycji z powodu wykorzystywania zaprzęgów i robotników do prac przy szańcach. Pojawił się też u niego na czele silnego oddziału huzarów (pruskich partyzantów) oficer Schill i zabronił pod groźbą surowej kary udziału w budowie szańców. Zabronił również mieszkańcom okręgu dostarczania drewna i użyczania zaprzęgów do budowy umocnień. Z drugiej strony Francuzi naciskali na wykonanie swoich rozkazów. Schill , znany pruski bohater, zaczął na obszarze między Kołobrzegiem , Stargardem i Dąbiem ze swoim patrolem śmiałymi czynami występować przeciw wrogowi. Miał zamiar oblegać Kołobrzeg. Stoczył niezliczoną liczbę potyczek , a wieści o nich powodowała przyłączanie się nowych żołnierzy do jego oddziału. Z powodu ostrożności Francuzów i bliskości Szczecina nie mógł nic zdziałać w Altdamm.
W niedzielę 11 stycznia gen. Chapuis wzywa do ratusza sołtysów okolicznych wsi i powiadamia ich , że na rozkaz gubernatora są zobowiązani, pod groźbą najsurowszych kar, do powiadamiania komendanta Damm o pojawieniu się w okolicy pruskich oddziałów. Jednocześnie mają informować o sile i rodzaju jednostki. Przyjęcie rozkazu do wiadomości sołtysi potwierdzili podpisem. W ten sposób Francuzi starali się zabezpieczyć przed pruską partyzantką. W mieście sytuacja stawała się coraz smutniejsza. Wśród żołnierzy rozszerzały się choroby. Aptekarz Anwandter wydawał chorym leki o wartości 239tal. Aptekarz o zwrot tej kwoty wystąpił do intendenta Laifle oraz pisemnie do księcia von Baden. Pierwszy nie przyjął go a drugi odpowiedział wymijająco. Pałacyk Książęcy i inne lepsze domy zaadaptowano na lazarety. I tak stolarz Boeck musiał swój dom przy Bramie Goleniowskiej przekształcić całkowicie w szpital, a sam szukać lokum w mieście. Również na rozkaz komendanta ludzie mieszkający w barakach między wałami musieli opuścić swoje domy. 28 stycznia oddział francuski napada na Łąkach Gryfińskich na dwa wozy używane przy budowie szańców, a należące do rolników Lade i Beling z Brusenfelde. Zastrzelony zostaje pachołek Wieland, zabity 1 koń ,trzy spłoszone. Prawdopodobnie Francuzi sądzili, że pojazdy należą do pruskich partyzantów. W Stutthof,ie siłą Francuzi przejęli wóz i dwa konie, a właścicielowi Kollinowi udało się uciec pomimo rany postrzałowej.
Dotychczasowa obsada garnizonu- 6 kompanii Badeńskich opuszcza miasto 31 stycznia 1807r. i zostaje zastąpiona przez 1 Batalion Piechoty.
Nieustannie odbywały się przemarsze wojsk francuskich i kwaterowanie w mieście. Rekwirowany w okolicy owies umieszczono w kościele Mariackim z braku innego miejsca. Około 8 lutego miasto zobowiązano do dostarczenia różnego rodzaju sukna na mundury dla francuskiej armii. Ponieważ od początku okupacji miejscowi tkacze Pfeiffer, Rohrig, Haenke, Behnke nie posiadali żadnych zapasów Francuzi zniszczyli im narzędzia pracy w warsztatach. Tkacze stali się w ten sposób biedakami , a przez to miasto sukna nie mogło dostarczyć. Próby zamówionego wtedy, w różnych kolorach, sukna znaleziono nieuszkodzone w aktach. W marcu okupowane pomorskie powiaty musiały dostarczyć oddziałom francuskim 10000 par butów. Altdamm w ciągu 8 dni miało dostarczyć 155 par. Mieli je wykonać miejscowi szewcy, zapłatę w wysokości 204tlr. otrzymali później z kontrybucji wojennej. Oprócz tego musiano dostarczyć 50 łokci płótna lnianego, które wykonał Lemke. Stelmachowie wykonali mnóstwo wózków do prac przy fortyfikacjach. Zapłaty nie otrzymali jednak sumę tą odciągnięto od podatku wojennego. 30 kwietnia na rozkaz gen Chapuis zakwaterowano podoficerów w domu burmistrza d/s prawa Prissinga. Takie kwaterowanie w tamtych czasach było dużym obciążeniem , ponieważ w tamtym wojennym czasie urzędnicy nie otrzymywali pensji. Osobiste wstawiennictwo burmistrza u generała nie odniosło skutku. Od początku okupacji wstrzymano też wypłaty rent dla oficerów-inwalidów ,żołnierzy i urzędników. Zaległości sięgnęły kwoty 8575 tlr. Po wielu zabiegach udało się uzyskać część pieniędzy - 400 tlr. , które rozdzielono najbardziej potrzebującym. Z powodu ciągłych gwałtów ludność miasta żyła w ciągłym wzburzeniu i strachu, a przemieszczające się wojska dokonywały niszczących grabieży. Wszędzie panowała bieda. Gmina Załom skarżyła się , że mieszkańcy zostali bardzo źle potraktowani przez żołnierzy. Francuzi rabowali jedzenie, pieniądze, ubrania, bieliznę... Podobnie skarżył się sołtys Struck z Blankenberg , że gmina została krwawo ograbiona przez warty boczne, 6-10 żołnierzy. Mieszkańcy tej wsi zwrócili się do Magistratu o zwolnienie 10 ludzi z obowiązku pracy przy fortyfikacjach , bo we wsi nie ma żadnego parobka , a gospodarze muszą pozostawać w domu , by chronić swego dobytku. Magistrat nie mógł jednak pomóc. W samym mieście nie było lepiej. Wymuszeniom ze strony komendanta nie było końca, a burmistrz Reichhelm osobiście musiał stawiać im czoła. J tak 3 maja komendant zażądał , by przy Kronmuhle wybudowano na koszt miasta barak, w przeciwnym razie burmistrz zostanie aresztowani odstawiony do twierdzy w Szczecinie. Chcąc nie chcąc musiano to żądanie spełnić. Sugestia Magistratu , że budowę baraku należy włączyć w prace fortyfikacyjne, nie zostało przyjęte. Piekarze Schumann, Ladewig, Neumann i Weekwardt zmuszeni zostali do wypieczenia chleba z 44,5 Wispel(?) mąki dla garnizonu i robotników zatrudnionych przy fortyfikacjach. Piekarze pracować musieli sami bez pomocników . Dopiero w marcu 1812r. zwrócili się o zapłatę.
Na początku maja Francuzi zażądali od Izb Wojennych w miastach pomorskich znacznych dostaw tj.: 20000 cetnarów siana, 30000 cetnarów słomy, 25000 korców owsa, 6000 cetnarów pszenicy, 15000 cetnarów żyta, oprócz tego dużą ilość krów, warzyw pastewnych, oleju drzewnego, octu itd. Ponieważ w prowincji nie było potrzebnych ilości dokonywano zakupów na koszt miast. Tak doprowadzono do całkowitej biedy w miastach. Kasa miejska zadłużona, nie mogła niczego zdziałać a nie zanosiło się ustąpienie okupantów. Na mocy uchwały Magistratu ukazuje się w szczecińskich gazetach ogłoszenie o pożyczce 10000 tlr. pod zastaw obligacji miasta. Pierwsza część pożyczki w wysokości 4000 tlr. wpłynęła niebawem. Francuzi znów wprowadzili kontrybucje wojenne. Cesarz Napoleon zażądał od prowincji w ciągu 10 dni 2 mln franków. Przy panującej biedzie wprowadzenie tego podatku wydawało się niemożliwe. Jednak rozkaz intendenta Leigle był krótki i dobitny: " Przy waszej odpowiedzialności rozkazuję wam wydać wszystkie możliwe dyspozycje dla zebrania tej sumy. Zdobędziecie żądaną sumę przy pomocy pożyczki , czy zbiórki albo innym wybranym sposobem. Musicie tylko wiedzieć ,że jeśli dojdzie do egzekucji , wy ucierpicie najbardziej..." Nie udało się znaleźć w mieście w krótkim czasie tyle pieniędzy. Skutkiem tego było pismo intendenta informujące ,ze jeśli w ciągu 3 dni pieniądze nie wpłyną, przygotowane do egzekucji silne komando wyruszy ze Szczecina. U dłużników zostanie zakwaterowanych od 1 do 10 żołnierzy, którym oprócz utrzymania należy wypłacać dziennie 1 talara. Zobowiązani do wpłaty, jeśli w ciągu 3 dni nie dokonają jej, mają zostać na miejscu aresztowani. Ten rozkaz został szybko przekazany mieszkańcom, a urzędnicy magistratu szybko zebrali pieniądze od mieszkańców. Pieniądze przekazano intendentowi chroniąc miasto przed egzekucją. Również kasa kościelna wypłaciła swoją część, chociaż od 1806r. nie miała wpływów , a zaległości wynosiły 1100tlr. Kasa kościelna wypłaciła 158 tlr. Na następną ratę podatku przyjmowane było złoto i srebro, jako złom w cenie łut srebra za 15 gr. 9 pf.
Wojna z Francją trwała. Zaczęło się oblężenie Kołobrzegu. W czasie oblężenia do Altdamm trafiali pod opiekę chirurgiczną ranni tam oficerowie i żołnierze. Po opatrzeniu ran odsyłano chorych do Szczecina. Na Pomorzu operowało wiele pruskich grup wojskowych, by czynić wrogom każdą możliwą szkodę. Francuzi nie chcieli traktować ich jak regularnego wojska i odpowiedzialnością za ich działania obarczali ludność. Francuski gubernator Liebert rozkazał miastom i wsiom , że w razie pojawienia się podejrzanych ludzi w podległych im terenach mają natychmiast o tym powiadamiać francuskie wojska. Karą za stwierdzone sprzyjanie partyzantom miało być obciążenie mieszkańców kosztami ponoszonymi przez oddziały francuskie biorące udział w ich ściganiu. W wypadku śmierci francuskiego żołnierza cała wieś zostanie zrównana z ziemią. Te informacje sołtysi szybko przekazali swoim mieszkańcom, by odsunąć od siebie nieszczęście. Generał Clarke , gubernator Berlina, następnie postanawia; Każdy rabunek pieniędzy z powszechnych kas dokonany przez pruskie oddziały musi zostać udowodniony pod przysięgą , że pieniądze odebrano z użyciem siły i broni, oraz że nie było współpracy urzędników kasy z pruskim oddziałem. Wynik postępowania musi być natychmiast przesłany Izbie Wojny, a gubernator na jego podstawie osądzi czy urzędnik kasy jest winien i czy powinien stanąć przed Komisją Wojskową. Każdy urzędnik kasy oskarżony o udzielenie informacji pomocnych przy rabunku lub podający inną niż ukradziona sumę pieniędzy , wyrokiem Komisji Wojskowej będzie skazany na śmierć! Ta sama kara ma być wymierzona temu spośród mieszkańców, któremu udowodni się udzielenie informacji " o zasobach pieniężnych w kasie , oraz temu który był pomocny przy rabunku". Rozkaz ten ogłoszono jednocześnie rajcom i mieszkańcom miasta. W Damm i okolicy uniknięto takiego przypadku, jednak jeden szczególny pokazuje jak Francuzi wykonywali swoje groźby. W Pyrzycach w 1807 roku na mocy wspomnianego rozkazu podskarbi Schulze i kupiec Kersten, dwaj uczciwi ludzie, w kwiecie wieku, po przesłuchaniu przez jedną z takich Komisji Wojskowych zostali skazani na śmierć i natychmiast rozstrzelani , bez jednoznacznego udowodnienia winy.
W czerwcu marszałek Brune rozkazuje usunąć i splantować miejscowe ogrody okalające Damm. Starania Magistratu , aby zmienić rozkaz i ocalić ogrody , nie przyniosły skutku. I tak na szerokości 1/4 mili od miasta zniszczono ogrody, plantacje i pola, co ciężko doświadczonym mieszkańcom przyniosło niepoliczalne straty. Według szacunków wyniosły one 10115 talarów, co jednak nie oddaje w pełni faktycznych strat. Wojna przekształcała się w całkowity upadek Prus. Bitwa pod Freidland 14 czerwca 1807r. złamała całkowicie opór pruskiej armii. 21 czerwca ogłoszono zawieszenie broni po którym 9 lipca zawarto pokój w Tylży. Prusy utraciły 4 miliony poddanych. Narzucono wygórowane kontrybucje, a najlepsze twierdze dostały się we francuskie ręce. Również Szczecin i Dąbie pozostawały pod panowaniem francuskim i nie uniknęły ciężkich prześladowań wroga.
14 sierpnia Magistrat zostaje zaproszony przez komendanta do wzięcia udziału w obchodach urodzin cesarza Napoleona. Jednocześnie Francuzi zakazali obchodów urodzin króla Prus 3 sierpnia. Rozkaz przeciwny uczuciom patriotycznym wydał gen. Chapuis. Ponieważ odmowa uczestnictwa w uroczystości, w czasie okupacji, mogła mieć dla miasta złe konsekwencje zwrócono się do królewskiego przedstawiciela w Szczecinie o wydanie opinii co do zachowania się w tej sytuacji. Ten przesyła list w języku francuskim , w którym podkreśla, że w Szczecinie oficiele pruscy nie zostali zaproszeni, a obchody odbędą się w ścisłym gronie oficerów u komendanta. Zasugerował , że komendant Damm mógłby również zrezygnować z udziału oficjeli miejskich. To pismo podpisane przez członków Magistratu, przesłano gen. Chapuis, po czym odstąpił on od udziału rajców miejskich w obchodach.
Sekretarz miejski i sądowy Buge zostaje 29 sierpnia na rozkaz komendanta aresztowany. Przebywający u niego oficer pruski został wydalony z miasta na rozkaz komendanta, a Buge odwozi go do Szczecina, składając skargę u gubernatora Libert,a na gen. Chapuis,a. Magistrat użył wszystkich środków aby uwolnić cennego urzędnika. Po 8 dniach aresztu zostaje on uwolniony.
14 sierpnia 1807r. dotychczasowy komendant opuszcza miasto, jego miejsce zajmuje po krótkim czasie gen. bryg. Deseufent. Pobyt gen. Chapuis kosztował miasto 5181 tal. Do tego dochodzą 1112 tal. zaliczek z Kasy Izby. Rachunek za wino u szczecińskiego kupca wyniósł 387 tal. a u kupców Braunmuller i Werner za artykuły na stół komendanta 433 tal. Za te usługi zapłacono kupcom po 100 tal. , wyrównanie otrzymali dopiero w 1812r.
Około 4 listopada miasto otrzymało nowego komendanta w osobie płk. Laferre. Na kwaterę wybrał on dom rotmistrza von Ratte(Langestr.46) Po odejściu gen. Chapuis mieszkańcy odetchnęli. Nowy komendant płk. Laferre traktował miasto i mieszkańców łagodniej, niż swój poprzednik, jednak obciążenia i żądania materialne nie zmniejszyły się. Również ten komendant lubił dobry stół i naciski na miasto o organizowanie zaopatrzenia nie ustawały. Szczególnie gustował w dziczyźnie, której nie było w mieście. Dla tego Magistrat zwrócił się o dostawy do nadleśniczego w Chociwlu von Bulow, który ku zadowoleniu komendanta podjął się dostaw. Mieszkańcy w dalszym ciągu znajdowali się pod nadzorem Francuzów. Musieli zgłaszać u komendanta przybyłych i nocujących gości. Karczmarz Feige (Gasthof zur golden Sonne) miał odwagę przeciwstawić się tym rozkazom, stwierdzając, że o 18 tej zamknie drzwi gospody i nikogo nie wpuści. Kary uniknął tylko dzięki szybkiemu zrezygnowaniu z pomysłu i dostosowaniu się do zarządzeń. Ściąganie podatku wojennego przysparzało miastu tylko trosk.
15 października badeński kpt. Dietz ze Szczecina powiadomił Magistrat, że jeśli w ciągu 3 dni nie zostaną dostarczone pieniądze, przybędzie z silnym oddziałem na wykonanie egzekucji podatku. Trzecia rata należności została właśnie zgromadzona, ale musiano z tych pieniędzy korzystać na inne wydatki, w szczególności na utrzymanie komendanta, tak, że teraz kasy miejskie były puste. Radca Holderegger zostaje upoważniony do zaciągnięcia dla Altdamm pożyczki w Szczecinie w wysokości 450 tal. Poprzez dostarczenie pieniędzy z innych źródeł np. gł. insp. Mathias (zm. 30 11 1807r.) 108 tal., z kasy kościelnej 50 tal., tak, że podatek wojenny w wysokości 747 tal. został wypłacony intendentowi w Szczecinie, gen. Laigle, czym oddalono groźbę wejścia oddziału egzekucyjnego. Oddział , którym gen. Laigle szantażował miasto składał się z żołnierzy badeńskich i był używany również do ściągania kontrybucji. 1 grudnia Izba Wojenna powiadomiła Magistrat, że należy w ciągu 3 tygodni wpłacić 500 tal. nadzwyczajnego podatku. Pieniądze na ten podatek wojenny uzyskano dokonując wyrębu lasu miejskiego i sprzedając drewno.
W grudniu miasto kwateruje nieprzerwanie przemieszczające się oddziały kawalerii. Mieszkańcy z trudem znosili ten ciężar, tym bardziej , że nie było skąd brać potrzebnego prowiantu. Wprawdzie chleb i mięso dostarczano od pewnego czasu z magazynów w Szczecinie jednak po pewnym czasie dostawy ustały i Dąbie musiało radzić sobie samo. Komendant Laferre okazał w prawdzie współczucie , ale jednocześnie oświadczył, że bez rozkazów marszałka Solut,a nic nie może poradzić. Według rozporządzenia marszałka i gubernatora Libert,a rozwieszonego na każdym domu, każdy żołnierz powinien być dobrze żywiony. Oficerowie powinni być goszczeni odpowiednio do swego stanu, a naprawa ich odzieży winna być nieodpłatna. Każdy kto nie zastosuje się do rozporządzenia zostanie ukarany według prawa wojennego. Jednak francuskim żołnierzom i to było mało. I tak na przykład sierżant francuski dał do zrozumienia swojemu gospodarzowi Gerlach,owi , że jeśli rano nie dostanie lepszego jedzenia to Gerlach zostanie pobity! Inni mieszkańcy też często byli bici.
Obciążenia kwaterunkiem były tak nieznośne ,że udręczeni mieszkańcy decydowali się na opuszczenie swoich domów i szukanie innego miejsca zamieszkania. Marszałek Soult zawarł w swoim rozkazie zwolnienie z kwaterunku najbiedniejszych, ale w mieście znajdowało się 7 - 8 rodzin, które mogły spełnić żądania kwaterunkowe Francuzów. Aby zmniejszyć obciążenia mieszkańców Magistrat zwrócił się do marszałka Soult,a o zmniejszenie obsady garnizonu, albo o wznowienie dostaw chleba i mięsa. Jako że bieda w mieście była znana gubernatorowi, oraz że część mieszkańców już wyemigrowała , od 23 grudnia wznowiono dostawy chleba i mięsa. Garnizonu jednak nie zmniejszono. Francuski generał Campons wielokrotnie objaśniał, że zmniejszenie obsady garnizonu nie jest możliwe i że wszystkie oddziały są niezbędne do służby w Damm. Równie źle odebrano starania gminy Załom u francuskiego urzędnika o zwolnienie z kwaterunku z powodu braku żywności i przydzielenie mieszkańcom ziarna z magazynów.
W miesiącach czerwiec , lipiec , sierpień panowała w mieście epidemia czerwonki i ospy. W 1805r zmarło 65 osób , w 1807r 195 osób a w 1811r. 51.
Tak kończył się pierwszy rok władania Francuzów. Smutek panował w mieście i pożałowania godni mieszkańcy wypatrywali promyka nadziei. Tą jednak skrywały gęste chmury. Rok 1808 przyniósł nowe cierpienia. Nie było końca przemarszów francuskich oddziałów , które kwaterowały w mieście. Bieda rosła z dnia na dzień. 5 stycznia przybyło do miasta 771 Włochów , a po południu 3 bataliony piechoty francuskiej w sile 88 oficerów i 4496 żołnierzy. Następnego dnia oddziały te pociągnęły dalej. Tak jak w mieście , tak i na wsiach Francuzi pozostawili gospodarzom niewiele jedzenia. Na łąkach przed Bramą Szczecińską wypasano latem 1808r francuskie bydło rzeźne w liczbie 800-1000 szt. Wypas nadzorowali miejscowi rzeźnicy i francuscy żołnierze. I tak łąki między Mostem Cłowym a miastem zostały wyjedzone w ciągu 14 dni , tak że miejscowym hodowcom nie zostało nic. Właściciele łąk otrzymali później zadośćuczynienie w wysokości 217 tal. Nie otrzymali jednak gotówki , ale wliczono tą kwotę do kontrybucji wojennej. Gubernator w Szczecinie zażądał wykazu stanu magazynowego zboża i paszy przed żniwami i oddanie nadwyżek do magazynów. W Altdamm znajdowało się wtedy: 60 korców żyta, owies - brak, 306 snopków słomy, 64 cetnary siana, co nie wystarczyłoby mieszkańcom by dotrwać do żniw. Aby uniknąć nie do wytrzymania wyzysku i nacisków w maju znów emigruje wielu mieszkańców pozostawiając swój dobytek losowi. Byli to z Przedmieścia Szczecińskiego ; Heiser, rybacy Groth i Tessler, z samego miasta; kowal Lohrenz , murarz Braun, pastorowa Schwarz, woźnica Falkenberg, wdowa Kohn, wdowa po pastorze Hildebrandt, tkacz Vogel, szewc Jahnke, szewc Thur, krawiec Miau, stolarz Borchert. Mieszkania ich pozostawiono pod opiekom miasta, a grunty wydzierżawiono. Później po powrocie mieszkańcy ci swoje gospodarstwa zastali w opłakanym stanie. Jak traktowano mieszkańców opisuje takie zdarzenie; Wytwórca kaszy Georg Tessendorf wszedł pewnego dnia w spór z kwaterującym u niego francuskim żołnierzem. Żołnierz żądał lepszego jedzenia a szczególnie dobrego piwa, bo to które podawano mu nie smakowało. Przy tym uderzył gospodarza w pierś i twarz. Kiedy Tessendorf w obronie oddał ciosy Francuz uciekł, ale zaraz wrócił z 3 sierżantami, którzy na rozkaz komendanta mieli gospodarza aresztować. Rzucili się na niego , pobili i skrwawionego doprowadzili do aresztu. Pobito również przebywającą w domu siostrę Tessendorfa. Na posterunku Francuzi zażądali pieniędzy na winiak , kiedy się okazało że nie ma pieniędzy skopali go i rzucili na pryczę. Zwolniono go wtedy gdy kwaterujący u niego żołnierz wyprowadził się. Tessendorf stracił na długi czas siły. Takie brutalne zdarzenia bywały dość często. W marcu komendant płk. Laferre zostaje zastąpiony przez por. Lafit,a. W roku 1808 stanowisko to zajmowali; por. Deschamp, Branger, Schweitzke. Około 24 maja próbowano powiększyć obsadę twierdzy dalsze 50 żołnierzy i 100 koni. W związku z tym Magistrat zwrócił się do Izby Wojennej wskazując na brak możliwości zakwaterowania spowodowanany powszechną biedą w mieście oraz ciągłą emigracją kolejnych mieszkańców. Odesłano ich jednak do samego marszałka Soult,a , który nakazał zaniechania tych planów. Jaką rolę spełniał marszałek Soult jako namiestnik napoleoński obrazuje taki przypadek: W czasie przejazdu marszałka przez Altdamm komendant oznajmia Magistratowi, że przejazd musi zostać przyjęty świątecznie i hucznie. Do tego komendant nakazuje by w momencie przybycia marszałka mają bić wszystkie dzwony. Pastor Kleinsorge musiał nadzorować drużyny , by w chwili salwy armatniej rozdzwoniły się wszystkie dzwony. Potem członkowie Magistratu, po przywitaniu marszałka przez komendanta, musieli na sygnał komendanta oddać się na posługi gościa. Fakt , że taka wizyta nie została przyjęta z radością przez mieszkańców nie dziwi. Do charakterystyki Nikolasa Soult,a , księcia Dalmacji, ur. w 1769r. w St. Armaud we Francji można jeszcze dodać , że wstąpił do wojska jako zwykły żołnierz . W 1792r. zostaje podoficerem, znajduje okazję by się wyróżnić i szybko przechodzi kolejne stopnie awansu. W 1796r zostaje generałem brygady, a w 1798r dywizji. W 1804 r. zostaje przez Napoleona mianowany marszałkiem. W wojnie przeciw Prusom wyróżnił się . Od 1809 do 1813 r. przebywał w Hiszpanii. W wojnie 1813-1815 walczy u boku Napoleona. Po skazaniu Napoleona zamieszkał za zgodą rządu w Diseldorfie, później wraca do Francji.
W myśl przydziałów marszałka Soult,a francuscy oficerowie otrzymywali latem 1808r. żołd miesięczny: gen. dyw. 540 tal, gen. bryg. 270 tal., płk 108 tal., adiutanci i komendanci 81 tal., mjr. 67 tal., a kpt. 40 tal. Pieniądze te musiały bezzwrotnie wypłacać miasta. W sierpniu , przez cały miesiąc Francuzi przeprowadzali w okolicy miasta ćwiczenia wojskowe a wsie Płonia , Jezierzyce i Podjuchy i inne na zmianę musiały dostarczać codziennie 12 dwukonnych zaprzęgów do służby ordynansów w Dąbiu. W tamtym czasie w Dąbiu znajdowali się następujący pruscy żołnierze urlopowani; por v. Donp, podoficer Behrenbruch, werblista Kruger, kan. Selchow, oraz muszkieterzy Bommrowitz i Franz. Nie mogli oni jednak bez pozwolenia komendanta oddalić się z miasta. Na początku grudnia przybyło do miasta tyle grup francuskich żołnierzy, że zupełnie nie wiedziano gdzie ich zakwaterować. Do tego brakowało drewna i światła a ich ceny były bardzo wysokie. Miejscowy garnizon został pouczony przez gen. Libert,a , że powinien ograniczyć swoje wymagania i obchodzić się po ludzku ze swoimi gospodarzami. Komendant rozkazał poinformować o tym mieszkańców. Każdy żołnierz powinien codziennie otrzymywać: 1 i 1/2 funta chleba, z mąki 1/4 żytniej i 3/4 pszennej, 1/4 funta chleba do zupy, 3/4 funta mięsa b/k , 1/30 funta soli , 1/ 20 litra octu winnego , 1/16 litra winiaku , oprócz tego warzywa i podobne produkty. Naturalnie mieszkańcy , którzy za sprawą obciążeń wojennych zubożeli nie mogli sobie pozwolić na takie smakołyki. 9 grudnia przybywa nowy komendant, płk. Girard ze swoją rodziną, który zakwaterował tam gdzie poprzednicy u rotmistrza von Ratte. W mieście wielu francuskich oficerów mieszkało wraz ze swoimi rodzinami. Następujące dane obrazują obciążenia i szkody wojenne: Od 1 listopada 1806r. do końca 1808r. w mieście i należących do niego dobrach kwaterowały następujące oddziały wroga:
| piechota | kawaleria | artyleria | |
| Dąbie | 24692 | 1866 | 668 |
| Załom | 1291 | 169 | - |
| Kvowsthal | 867 | 267 | - |
| Stutthof | 402 | 94 | - |
| Rosengarten | 148 | - | - |
| Damm,scher Krug | 21 | 1 | - |
| ogółem | 27421 | 2397 | 668 |
Oprócz tych w mieście kwaterowało w przejeździe, nocą 511 oficerów i 3571 żołnierzy. Zakwaterowanie ich kosztowało miasto w odnośnym czasie 106 839 tal. Największe obciążenie miasta kwaterunkiem miało miejsce, kiedy przybyło jednego dnia 5267 żołnierzy. W czasie wejścia Francuzów na utrzymaniu miasta przebywał między 1 a 6 listopada 1806r 88 Regiment Piechoty w sile 76 oficerów i 2151 żołnierzy, później 5 oficerów i 153 żołnierzy artylerii, oddział saperów i 10 huzarów. Za sprawą nieszczęśliwej wojny od momentu wejścia Francuzów do grudnia 1808r. powstały w mieście i jego dobrach szkody spowodowane dostawami zboża, paszy, bydła, budowy fortyfikacji na kwotę 142667 talarów. Oto szczegóły;
| koszty zakwaterowania | 106839 talarów |
| koszty budowy fortyfikacji | 5948 talarów |
| zniszczone ogrody i pola | 10115 talarów |
| wyposażenie wartowni | 945 talary |
| kontrybucje i długi miasta | 5941 talary |
| szantaże | 5242 talary |
| żołd | 4850 talarów |
| grabieże w 1807r. | 798 talarów |
| koszty lazaretu | 683 talary |
| bydło | 524 talary |
| zboże | 404 talary |
| warzywa pastewne | 12 talarów |
| winiak | 50 talarów |
| płótno | 12 talarów |
| koszty biura komendanta | 304 talary |
Na politycznym niebie 1812r. gromadziły się groźne chmury. Mimo zapewnień o pokoju na spotkaniu władców obu państw, między Francją a Rosją zapanowało obustronne ochłodzenie już od 1809r. Napoleon znów pozwalał sobie angażować się w sprawy narodów pod panowaniem Rosji. Właśnie w 1811r. 5 rosyjskich dywizji zajęło pozycje pod Warszawą, w odpowiedzi Napoleon postawił twierdze wiślańskie i odrzańskie w stan oblężenia, uruchomił swoje armie i zajął szwedzkie Pomorze. Wielkie przygotowania, masy ludzkie przemieszczające się z zachodu na wschód zaopatrzone w żywność i mnóstwo innych niezbędnych rzeczy zapowiadały nową wojnę francuskiego cesarza. Być może miał jeszcze nadzieję na uniknięcie wielkiej bitwy. Kiedy jednak wraca jego wysłannik z Drezna ze spotkania królów i książąt europejskich, nic nie wskórawszy machina wojenna rusza ponownie przez Europę. Półmilionowa armia Francuzów, Włochów, Niemców ciągnąc ze sobą zniewolonych Hiszpanów, Portugalczyków, Polaków i inne nacje rusza na Rosję. Także Prusy musiały wystawić korpus wojsk pomocniczych. Naszemu , już tak ciężko doświadczonemu miastu, szykowano znów nowe cierpienia. Dąbie , leżące na trasie przemarszu armii do Gdańska, doświadczało znów kwaterunków i żywienia francuskich wojsk. Komendant por. Jarrin , który na początku 1812r. zmienił płk Jarrin , informuje Magistrat 5 marca , że w mieście zatrzyma się 300 kawalerzystów. Rajcy miejscy zwracają się do Szczecińskiej Królewskiej Komisji Prowiantowej przedstawiając tragiczną sytuację w mieście i prosząc o zrezygnowanie z kwaterunków w Dąbiu. Prośba ta jednak nie odniosła skutku. 6 marca nadchodzi wiadomość od Rządu Królewskiego w Stargardzie, że na mocy porozumienia zawartego między Prusami i Francją wyruszą przez prowincję Pomorską wojska napoleońskie. Magistratowi polecono udzielenie wszelkiej możliwej pomocy wojsku oraz uspokojenie obaw wśród mieszkańców, bo ciągle jest nadzieja na pokój. Nadzieje te jednak okazały się płonne. Francuskie oddziałami znajdującymi się na Pomorzu dowodził marszałek książę von Eckmuhl( Louis Nicolas Davoust ). Nakazał on utrzymanie rygorystycznej dyscypliny wśród maszerującego wojska, oraz niezwłoczne rozpatrywanie wszystkich skarg mieszkańców. W Szczecinie utworzono specjalną Komisję Prowiantową pod kierownictwem dyrektora w rządzie von Rohr,a zajmującą się wszystkimi sprawami związanymi z zakwaterowaniem i żywieniem oddziałów. Karma dla koni przebywających w Dąbiu sprowadzona była z magazynów firmy Jean Beer & Co. w Szczecinie. Rolnicy z okolic miasta byli tak wyczerpani i doświadczeni biedą , że miasto nie zdobyło się na wysłanie do nich koni. W samym mieście zaś znajdowało się 30 marca 650 koni artylerii do których miało dołączyć tego dnia 200 ze sztabu księcia von Eckmuhl. Magistrat zwrócił się do Komisji Prowiantowej o umożliwianie przedstawienia marszałkowi trudności utrzymywania dalszych koni. Odmówiono z zaznaczeniem , że marszałek nie zmieni swojej decyzji. Każdy ma sobie radzić jak może. Wszystko szło w najgorszym kierunku. Masy wojska potrzebowały niezliczonej liczby zaprzęgów, dlatego niejeden ubogi rolnik utracił ostatniego konia. Gmina Załom poskarżyła się 25 marca , że francuska artyleria zabrała wszystkie miejscowe konie. Zwrócono małą część , w dodatku wynędzniałą i wymęczoną. Wielu ludzi nie odzyskało nigdy swoich koni, inne padły z wymęczenia. O zakupie nowego konia mogło myśleć niewielu. W Dąbiu oprócz wyznaczonych , siłą zabrano pięć koni i zaprzężono je do dział. Również Magistrat w Stargardzie donosił o wielu niezwróconych zwierzętach. Skarga u gen von Lottum nie odniosła skutku, raczej informowano , że gen. Geofreh potrzebuje jeszcze 120 koni! 2 kwietnia Magistrat otrzymał rozkaz od Królewskiego Rządu w Stargardzie, że podczas przejazdu Napoleona, albo któregoś z zaprzyjaźnionych z nim monarchów przez miasto , w powitaniu mają uczestniczyć wszyscy rajcy miejscy oraz ważne osobistości miejskie. Na szczęście dla Dąbia żaden taki przejazd nie miał miejsca. 10 kwietnia batalion 87 Regimentu Piechoty wchodzący w skład garnizonu w sile 700 ludzi zostaje rozlokowany w okolicznych miejscowościach a jego miejsce zajmuje batalion tego samego regimentu posiłkowany oddziałem artylerii. Z powodu wyczerpania zapasów żywności w mieście musiano ją sprowadzać ze Szczecina. Transport w miarę możliwości udostępniały okoliczne wsie. Następujące oddziały księcia von Eckmuhl przechodziły w marcu i kwietniu przez Dąbie:
Od marca do lipca oprócz wojsk garnizonu, w Dąbiu przebywali :
| miesiąc | generałowie | pułkownicy | oficerowie | żołnierze |
| marzec | 3 | 3 | 209 | 3801 |
| kwiecień | 3 | 4 | 195 | 4848 |
| maj | - | - | 33 | 1092 |
| czerwiec | - | - | 25 | 624 |
| lipiec | - | - | 26 | 769 |
Kiedy armia francuska została unicestwiona na śnieżnych polach Rosji, a Rosjanie przekroczyli granice Prus, również dla naszej ojczyzny nadszedł czas zrzucić okowy francuskiej władzy. Król Fryderyk Wilhelm III udaje się z Poczdamu do Wrocławia i wzywa wszystkich zdolnych do trzymania broni do walki o ojczyznę. Z nie widzianym dotąd entuzjazmem w punktach zbornych zgłaszały się tysiące ochotników , by zetrzeć hańbę przegranych bitew i dla dalszej egzystencji naszej ojczyzny wytrwać w ostatnim rozpaczliwym boju. Zostaje utworzona Landwehr zorganizowano pospolite ruszenie i korpusy strzeleckie. Banicja przestała funkcjonować i żadna siła nie była w stanie powstrzymać dumnych bojowników od chwycenia za broń. Również Dąbie miało swój wkład w ratowanie ojczyzny. Imiona odważnych, którzy poświęcili swój majątek i krew uwolnieniu spod francuskiego jarzma, powinny uniknąć zapomnienia i zostać przedstawione na tych stronach. Wymienieni tutaj znajdowali się wtedy w czynnej służbie, lub zostali powołani do landwery względnie do pospolitego ruszenia:Por. von Strantz Por. von Wittke Chirurg Thym Chirurg Ising Werblista Zitsch St. Strzelec Stewen Podof. Schramm Podof. Witte Podof Műller Podof. Schaar Werblista Baupel Kanonier Lewerentz Kanonier Panzlaff Grenadier Rublow Grenadier Leben Grenadier Rohloff Grenadier Naumann Muszkieter Korth Muszkieter Bethke Muszkieter Knopf Muszkieter Hoffmeister Szeregowy Bergen Szeregowy Riebe Szeregowy Schielke Szeregowy Suckow Szeregowy Hapke Szeregowy Rose Szeregowy Karow Szeregowy Buchner Szeregowy Gehrke Szeregowy Gerbrecht Grenadier Mantey Grenadier Tessnow Grenadier Protz Grenadier Winter Muszkieter Schirmer Muszkieter Putsch Muszkieter Prochnow Szeregowy Buss Szeregowy Grentzmann Szeregowy Bűrger Szeregowy Tessler Szeregowy Gebel Szeregowy Berg Szeregowy Dahms Szeregowy Jahnke Szeregowy Weschke Szeregowy Eberling Szeregowy Brűhn Szeregowy Kreuziger Szeregowy Klamroth Szeregowy Hűbner Wymieniony na trzecim miejscu chirurg Thym, którego doświadczenia należy tu podkreślić, służył do 1806r. jako chirurg kompanii przy stacjonującym w Dąbiu batalionie muszkieterów Regimentu von Pirch. W czasie poddania Szczecina i Dąbia dostał się w ręce Francuzów i został zatrudniony w lazarecie w Szczecinie. Po trzech miesiącach ucieka z niewoli i udaje się do Treptow nad Renem, gdzie znów zaciąga się do pruskiego batalionu. W 1812r. uczestniczy w wojnie z Rosją w 1 Pomorskim Regimencie Huzarów, a później w kampanii 1813/15. Jego żona , mieszkająca w Dąbiu, widziała go tylko w czasie kilku odwiedzin w Treptow. Na wezwanie króla "Do mojego narodu" wydane 13 marca we Wrocławiu , do wojska wstąpili następujący młodzieńcy, wyposażając się częściowo na własny koszt, w okresie od 1 listopada 1806r. do lipca 1815r.:Karl Prűssing syn burmistrza, Karl Jűrold syn burmistrza, Karl von Wittke syn kapitana, Gottlieb Redtel mieszkaniec, Johann Habenstein mieszkaniec, Friedrich Falk syn młynarza, Friedrich Spiegel syn piekarza , Karl Ising syn chirurga, Christian Wolff syn szewca, Johann Hoffmann syn stolarza, Peter Wittmann ogrodnik, Conrad Berger bednarz, Johann Spickermann mieszkaniec, Karl Schrőder stolarz, Friedrich Blaurock właściciel młyna, Christian Springborn mieszkaniec, Carl Sinnert mieszkaniec, Johann Eickstedt mieszkaniec, Gottlieb Korge syn bednarza, Johann Hanke syn sukiennika, Johann Fuchs szewc, Wilhelm Bublitz inspektor gospodarczy z Trzebusza, Michael Haffe z Trzebusza, Johann Stichert z Załomia. Tak liczny napływ bojowników wymagał ofiarnego wsparcia ze strony tych, którzy nie mogli chwycić za broń i uczestniczyć w walce. Wprawdzie były wsie i miasta za sprawą okupacji i przemarszów wojsk francuskich tak zubożone ,że z trudem udzielały pomocy odbierając sobie ostatnią kromkę chleba , darowując braciom w polu pieniądze , precjoza , dobra w naturze oraz wszelką możliwą ofiarę. Królewski Rząd w Stargardzie wydaje 13 lutego wezwanie: nastąpił czas rozstrzygnięcia o utrzymaniu ojczyzny i dziedzictwa. Wola naszego monarchy została dobitnie wyrażona w nowych rozporządzeniach ; żyć nimi z radością i mobilizacją wszystkich sił do uzyskania najwyższego celu , oto postanowienie każdego prawdziwego patrioty , czyli każdego Pomorzanina. Nasi bracia zostali wezwani do obrony ojczyzny i zachowania dziedzictwa narodowego , są gotowi oddać życie. Naszym obowiązkiem jest wspomóc ich darami tego co jeszcze mamy, częścią naszego majątku, którego chronienia podejmują się walczący.
W Dąbiu wyglądało wszystko wprawdzie pochmurnie, jednak zareagowano radośnie na to wezwanie. Na wyposażenie 12 ochotników zebrano 480 talarów dla rannych 65 talarów, a później na utrzymanie inwalidów na Berg pod Szczecinem dalsze 30 talarów. Wprawdzie nie wypowiedziano jeszcze wojny Francji, jednak w mieście trwały już przygotowania do obrony. Komendantem miasta i twierdzy był francuski generał Ravier. Obsada składała się z części 33 i 129 Liniowego Regimentu Piechoty, oddziału artylerii fortecznej i saperów. Te oddziały mogły zostać wzmocnione wojskiem ze Szczecina bo droga łącząca oba miasta była w rękach Francuzów. W pośpiechu zgromadzono dużą ilość pożywienia , rekwirując ją. 19 lutego pojawiło się komando 250 żołnierzy francuskich ze Szczecina , które siłą rekwirowało w okolicy bydło. Z Załomia i Kijewa zabrano wszystkie krowy. 27 w okolicy pojawili się kozacy. Zamknięto bramy miejskie. Przestraszeni mieszkańcy zostali postawieni w obliczu zagrożeń i niebezpieczeństw broniącej się twierdzy. 9 marca zaczęły się gromadzić pruskie oddziały. Francuzi wybudowali trzy szańce przy kamiennej grobli do Szczecina połączone z miastem transzejami. Później przygotowano do obrony Most Cłowy podczas gdy Prusacy usypywali szańce w Rauhe Winkel(?) i na Pottrtanger (rejon ul. Szybowcowej , Bośniackiej). Na potrzeby francuskich żołnierzy przejęto budynki mieszkalne Schiersman,a, Ladwig,a , Zapp,a , Falkengerg,a , Pfister,a , Schuman,a , Witt,a i Schhiwen,a. Jako koszarowego zatrudniono Sachse. Wojnę wypowiedziano Francji 27 marca. Wcześniej 15 i 16 marca przed Bramą Młyńską i 20 i 21 marca przed Bramą Goleniowską przy zaskoczeniu mieszkańców , spalono 13 domów mieszkalnych 10 obór i 39 szop. W czasie pożaru jednego z domów zginął 38 letni mistrz kowalski Gottlieb Fahland. 21 marca całe miasto zagrożone było pożarem z powodu silnego wiatru przenoszącego płomienie. Francuski komendant odrzuca żądanie Prusaków poddania twierdzy więc przygotowania wojenne dokoła Dąbia nabrały rozpędu. W nocy z 28/29 marca oddział pruski próbował podpalić Most Cłowy by uniemożliwić kontakt ze Szczecinem. Zamiar nie powiódł się z powodu czujności Francuzów. 5 zaskoczonych Prusaków zostało ujętych , pozostali uciekli wpław małą łodzią.
Krótko po tym francuski oddział szykował się do dużego wypadu , mającego się odbyć 7 kwietnia w kierunku Zdroji. To przedsięwzięcie nie uchowało się jednak w tajemnicy. Johan Kleinke zostaje z tą wiadomością wysłany przez burmistrza Reichhelm,a oraz aptekarza Anwandtera i browarnika Schmidt,a u którego Kleinke pracował do Zdroji , by przekazać ją dowódcy pruskich oddziałów. Wszyscy czterej ryzykowali życiem. Ostrzeżenie przekazane dowódcy pruskiemu nie zrobiło na nim spodziewanego wrażenia. 7 kwietnia wyruszyli Francuzi wzmocnieni przez batalion przybyły w nocy ze Szczecina i już w wkrótce rozpoczęła się bitwa. Straussenruhe(dom dziecka w Zdrojach), gdzie stacjonował 3 batalion Regimentu Colberg pod dowództwem mjr. Stojenthin,a został wzięty przez Francuzów z marszu i całkowicie rozbity. Cały dobytek został zniszczony , pióra z pierzyn fruwały w powietrzu. Właściciel Strauss zginął w czasie walk trafiony kulą w głowę. Francuzi zostali wreszcie odparci walką w ręcz i wycofali się z dużymi stratami do miasta. Prusacy nie mogli ścigać uciekających , bo artyleria z szańców miejskich otworzyła skuteczny ogień. 8 kwietnia spłonął Blaurocksmuhle (młyn przy ul. Młynskiej). W czasie walk pod Straussensruhe zginął dąbianin , muszkieter Johann Daviol Putsch. Trafiony został kulą w pierś. Kilka dni później zmarł w mieście muszkieter Christian Mantey w skutek ran odniesionych pod Zdrojami. Francuzi wzięli wtedy rannych do niewoli.Krótko potem 15 kwietnia , wojska pruskie podjęły próbę szturmu miasta. Po dłuższej walce udało im się znaleźć na przdmieściach (Stettiner Vorstadt). Tu zatrzymał ich opór przeciwnika i zmusił do odwrotu. Nastepnego dnia ostatnie domy na przedmieściach zostały przez Francuzów spalone i zburzone. 30 kwietnia zmarł w mieście znany chirurg Spangenberg.
Na początku maja codziennie dochodziło do wymiany ognia i utarczek. Dla zapewnienia lepszego połączenia ze Szczecinem usypali Francuzi przy Moście Cłowym nowe szańce , przeciw którym Prusacy usytuowali na leżących na przeciw bagnach baterie artylerii. W nocy 3 maja Francuzi sprowadzili ze Szczecina 6 armat na szańce przy moście , które rano rozpoczęły długą kanonadę na pozycje pruskiej artylerii. Ta odpowiedziała nieporównanie skuteczniej, zmusiło to Francuzów do przerwania ognia. Większośc późniejszych wypadów francuskich była skutecznie odpierana. W mieście nie działo się dobrze, mieszkancy znajdowali się pod uciskiem Francuzów ; piekarze piekli chleb niezbędny obsadzie twierdzy i mieszkańcon. Mąkę musieli dostarczać mieszkańcy , bo nie chciano naruszania zapasów z magazynów. Również mięso dostarczali mieszkańcy , część jeszcze odsyłano do Szczecina. Ubojem bydła podczas całego oblężenia zajmował się rzeźnik Kriewitz (ul. Langestr. 27 ob. Gierczak). W trakcie rekwizycji , szczególnie tych dla Szczecina Francuzi byli bardzo brutalni. Momo ,że mieszkańcy musieli odstawić codziennie 6 sztuk bydła i inny drobny inwentarz, Francuzi nocą zabierali z obór kolejne sztuki. Z powodu oblężenia uprawa pól była niemożliwa i stawały się ugorami. O żniwach nie było co myśleć. Tak upływały dni i tygodnie bez możliwości zmuszenia Francuzów do opuszczenia twierdzy lub ich kapitulacji. Prawdopodobnie oblegający myśleli , że twierdza podda się bez konieczności szturmów. 15 sierpnia Francuzi w hałaśliwy szczególnie sposób świętowali urodziny Napoleona. Uważali jednak by nie zostać zaskoczonym niespodziewanym atakiem. Od początku października zmagania o Szczecin i Dąbie przyjęły poprzednią postać. 5 października o 9 30 Francuzi otworzyli ogień na pozycje pruskie z dział twierdzy i szanców przy Moście Cłowym. Prusacy odpowiedzieli ogniem w kierunku miasta , burząc przy tym kilka domów.
W tym czasie na jeziorze Dąbskim znalazły się szwedzkie okręty wyposażone w artylerię. 11 października rozpoczęły ostrzał miasta , kierując swój ogień na bastiony 6 i 7. Tego też dnia zginął dowódca francuskiej artylerii kpt. Claude Francois Mathien trafiony kulą na 6 bastionie. Miejsce jego pochówku zostało pieczołowicie zachowane i do dziś znajduje się na dawnym 6 bastionie przed wojskowym parkurem przy Wallstr.(Koszarowa) oznaczone lufą działa i kamieniem nagrobnym z odpowiednią dedykacją , otoczone czterema drzewami.
Na wszystkich polach bitew na terenie Niemiec Francuzi byli przyciskani do muru. Byłoby przesadą wymieniac w tym miejscu bohaterskie czyny pruskiej armii i jej wodza. Historia opisała je szeroko na swych kartach i każdy Prusak dobrze wie , jak walczyli bohaterowie wojny wyzwoleńczej. 26 i 27 sierpnia zajaśniała pod Dreznem jeszcze raz szczęśliwa gwiazda Napoleona. Potem jednak stoczono 16 i 17 października , główną bitwę pod Lipskiem w której całkowicie pokonano Francuzów, którzy wycofali się nad Ren. Ta bitwa uwolniła Niemcy od okupacji francuskiej , a ich sojuszników zmusiła do podążania za rozbitą armią francuską. Jedyne co przypominało jeszcze o władzy napoleońskiej to twierdze nad Wisłą , Odrą i Łabą, w których doborowe oddziały pozbawione pomocy ulegały nędzy i głodowi poddając się.
Wieści o zwycięstwie pod Lipskiem dotarła wkrótce i do Dąbia. 24 pażdziernika wojska pruskie oblegające miasto strzelaniem okazywało radość ze zwycięstwa. Wcześniej w nocy z 21 na 22 miał miejsce długotrwały ostrzał pozycji pruskich z dział twierdzy na który odpowiadały pruskie baterie. Francuzi dostrzegli z pewnością , że utracili ostatnie atuty. 27 października komendant ogłosił proklamację do załogi twierdzy i mieszkańców, w której zobowiązywał żołnierzy do wytrwałościi niezłomności. Tymczasem kończyły się zapasy żywności w mieście. Racje od jakiegoś czasu były już zmniejszone, a wszystko co można było zdobyć wykorzystano. Trzy ostatnie krowy piekarza Richtera i rzeźnika Kriewitz,a już zjedzono, więc teraz za pożywienie służyła konina, przez głodnych traktowana jak przysmak. 17 i 18 listopada strona pruska proponowała rozpocząć rozmowy o poddaniu twierdzy. Zostały one jednak odrzucone przez komendanta. Tymczsem bieda w mieście przekroczyła wyobrażalne granice. Żywność , która osiągneła kolosalne ceny , została zjedzona. Oto przykładowe ceny ze Szczecina z października: korzec pszenicy 20-24 talary, żyta 18-20 talarów, grochu 24-30 talarów, 1 funt słoniny 3 talary, 1 kwarta mleka 8 groszy, 1 cebula 3-4 grosze, 1 jajko 4-6 groszy, 1 komiśniak(chleb żołnierski) ważący 3 funty 18 groszy. Od 18 kwietnia do 22 listopada na potrzeby wojska zabito w Dąbiu 28 wołów, 172 krowy, 28 świń i 59 baranów. Do Szczecina musiano wyekspediować jako bydło rzeźne: 106 krów, 3 świnie, 3 cielaki, oraz 9 koni. W samym Dąbiu zabito w czasie oblężenia 56 koni z których mięsa przygotowano 38062 racje żywnościowe. Całość bydła pochodziła od miejscowych chodowców i miała wartość 15041 talarów, z których tylko trzecia częśc została zapłacona w ramach odszkodowań wojennych. Na przykład młynarz Pinow (Kronmuhle) podczas blokady dostarczył 9 krów wartości 280 talarów i 6 koni za 52 talarów. Za to otrzymał później bony o wartości 349 talarów, za które uzyskał cenę rynkową 198 talarów. Rzeźnik Kriewitz dostarczył mięso na stół komendanta za 55 talarów, którą to sumę musiało mu później zwrócić miasto.Układy o poddaniu twierdzy , rozpoczęto ponownie 21 listopada i ciągnęły się przez kilka dalszych dni. 2 grudnia z ręki wroga ginie jeszcze jedno rozkwitające młode życie. 17 letni uczeń zmarłego chirurga Spangenberg,a Johann Zimmermann z Paswealku. Został on z błachego powodu zastrzelony przez Francuza.
Układ o kapitulacji zawarto wreszcie 4 grudnia. Po zajęciu przez wojsko pruskie fortów, załoga francuska, po 9-cio miesięcznym oblężeniu , 5 grudnia przed południem wymaszerowała przez Bramę Goleniowską. Wojsko pruskie ustawiono w szyku przy drodze do Stargardu. Tutaj w okolicy dzisiejszej posesji Schiersmann,a(przed dzisiejszym przejazdem kolejowym a Płonią) rzucają broń i stąd jako jeńcy są odprowadzeni nad Wisłę. Zaraz potem wkraczają do ciężko doświadczonego miasta pruskie oddziały witane przez wiwatujących mieszkańców. Wreszcie wybiła tak oczekiwana godzina oswobodzenia. Ale wielu mieszkańców było w opłakanym położeniu. Pola zarosły, a bydło zostało wybite. Wszystko co mieszkańcy uchowali w czasie okupacji zostało zjedzone w okresie oblężenia. Jednak nie poddano się bezsensownym rozmyślaniom, lecz wzięto mocno do pracy, by wspólnymi siłami , przy wspólnej pomocy zabliźniły się te głębokie rany. Powracali mieszkańcy, którzy wcześniej wyemigrowali. Część z nich nie znalazła swojego dobytku zniszczonego ręką wroga. Leżące w obrębie twierdzy budynki spalone , czy zburzone przez Francuzów nie mogą już być odbudowane na mocy prawa. Wybudowane wtedy na tych terenach baraki na rozkaz mjr. von Loos zostały pod kierownictwem specjalisty od fortyfikacji Beck,a rozebrane, a uzyskany materiał wysłano do Szczecina na budowę tamtejszych fortów. Po odejściu Francuzów miasto i twierdza obsadzone zostało wojskiem pruskim pod dowództwem mjr. von Leczinski. Na początku 1814r. w mieście znajdowało się 100 jeńców francuskich. Wobec ograniczonej obsady garnizonu miasto musiało wystawić codziennie 10 ludzi do służby wartowniczej w Bramie Młyńskiej i leżących przed nią bastionach 3 i 4.
Szkody spowodowane długim oblężeniem były ogromne. Oprócz zburzonych i spalonych zabudowań przy Bramie Goleniowskiej i Młyńskiej w samym mieście zniszczeniu uległo 8 domów mieszkalnych 2 oficyny, 16 obór i chlewów, Na Stettiner Vorstadt(ul. Przybrzeżna): 42 domy mieszkalne, 3 oficyny i 22 obory, na Gollnower Vorstadt (ul. Glazurowa) : 13 domów mieszkalnych, 1 oficyna, 9 obór i 8 Wickhaus,ów (budynki opierające się jedną ścianą o mury miejskie). Z Międzymiejskiej Kasy Ogniowej w ramach odszkodowania miasto uzyskało 10700 talarów. Kasa odrzuciła roszczenia za zniszczone domy na przedmieściach szczecińskim i goleniowskim. Dzięki łasce królewskiej właściciele tych domów jednak później dostali 45000 talarów. Poszczególni obywatele czując się wciąż poszkodowani składali reklamacje, załatwiane odmownie mimo starań Magistratu u wszelkich możliwych instytucji. Straty poniesione na polach i w ogrodach były znaczne i wynosiły: za zbiory + przywrócenie upraw na polach 13475 talarów, za utracony dochód 1054 talary, za siano z łąk 15521 talarów za słomę 4756 talarów. Próba Magistratu uzyskania w ministerstwie zwrotu części poniesionych strat została oddalona, bo zwroty kosztów udzielane są tylko za dostawy , a nie dotyczą szkód wojennych. Koszt utrzymania garnizonu w 1813r. wyniusł: 23203 talary. Za sprawą inwazji francuskiej 1806 - 1813 powstały w mieście, oprócz tych w czasie oblężenia, obciążenia i szkody wojenne:
| kontrybucje wojenne | 5942 tal. |
| zboże | 307 tal. |
| pasza dla koni | 1434 tal. |
| chleb i mięso | 3246 tal. |
| bydło różnego rodzaju | 37918 tal. |
| koszt kwaterunku | 305443 tal. |
| inne dostawy i usługi w tym lazaret | 24522 tal. |
| szantaże i rabunki | 6040 tal. |
| straty wynikłe ze spalenia domów i odłogowania pól | 16025 tal. |
| razem | 407129 tal. |
Kiedy sprzymierzeni wkroczyli 31 marca 1813r. do Paryża wojna wyzwoleńcza wyglądała na zakończoną. Wszystko czego uciskany naród pruski wyglądał i oczekiwał , zostało osiągnięte, francuskie jarzmo zostało zrzucone. Jednak Europa musiała jeszcze raz chwycić za broń, kiedy ten charyzmatyczny Korsykanin zasiadł znów na tronie Francji. Bitwa pod Belle-Alliance(Waterloo)18 czerwca 1815r. doprowadziła do całkowitego zwycięstwa nad cesarzem francuskim, który zostaje zesłany na wyspę św. Heleny, daleko od brzegów Europy. Wolnośc kosztowała ofiary życia ludzkiego. Wiele tysięcy okupiło zwycięstwo swoją śmiercią. Również wielu bojowników z naszego miasta poniosło bohaterską śmierć, lub powróciło z ranami na ciele. Nazwiska tych bohaterów nie zostaną zapomniane na tych stronach:Por. Ernst L. A. von Strantz Por. Heinrich L. A. von Wittke Podof. Christian F. Beitz Podof. Andreas Műller Muszkieter Johann D. Putsch Muszkieter Gottfried Sinnert Muszkieter Carl F. Rusch Fizylier Johann A. Sendt Grenadier Karl F. Baupel Grenadier Christian Mantey Grenadier Michael Haffe z Trzebusza Grenadier Friedrich Korth Muszkieter Johann K. Fr. Kreuziger Szeregowy Friedrich Beckow Szeregowy Johann G. M. Gerhard Szeregowy Gottlieb F. Reep Ranni i inwalidzi: Podof. Johann P. Rublow (oślepiony) Podof. Johann Schaar Bombardier Martin Panzlaff St. Strzelec Wilhelm Stewen Grenadier Martin Protz (przestrzelona pierś) Grenadier Johann Naumann (ranny pod Dennewitz) Grenadier Friedrich Winter (ranny pod Paryżem) Grenadier Johann Tessnow (ranny pod Lille) Muszkieter Karl F. Bethke Muszkieter Friedrich W. Knopf Muszkieter Gottfried Hoffmeister Szeregowy Friedrich Schilke Szeregowy Georg W. Hűbner Szeregowy Christian Springborn Szeregowy Peter Riebe Szeregowy Johann G. Gehrke Szeregowy Johann D. Klamroth Ze Zdrojów (Kvowsthal) Grenadier Karl Witte Grenadier Karl Kolterjahn Grenadier Johann Rohde Szeregowy Gottlieb Műller Z Kijewa: Grenadier Johann D. Reumuth (ranny pod Bautzen) Grenadier Friedrich Wedel (ranny pod Witttenberg)
Z dumą i wdzięcznością spoglądają Prusy na chwalebną wojnę wyzwoleńczą. W 1812r. były małym , bezsilnym państwem, teraz stały się zwycięzcą z silnym orężem, którego należy się obawiać. Nasza ojczyzna rozkwita ku nowemu szczęściu. Jeszcze raz widziano w murach twierdzy Dąbie Francuzów w latach 1870-1871. Tym razem przybyli tu jako jeńcy. Dawne bastiony i umocnienia twierdzy zniszczył czas. Dziś w tych miejscach biegną ulice, wybudowano domy. Tak ciężko doświadczone miasto rozkwita dzięki zapałowi mieszkańców, przemysłowi i handlowi. Naszym i naszych potomków zadaniem jest wziąć do serca nauki z przeszłości, zachować wierność królowi i tronowi, jak uczynił naród pruski w tamtych trudnych czasach, chronić ojczyznę od hańby i nędzy.
Wydrukował R. Grossmann, Stettin.
Przetłumaczył w 2006r. Marek Samborski